…było warto

22222

Dzisiejszy dzień zaczął się wyjątkowo ospale. Ledwo zwlokłem się z łóżka, z którego wcale nie miałem ochoty wstawać, a na cały pokój rozbrzmiało stanowcze pukanie do drzwi. Patrząc tylko na jedno oko, bo oczywiście drugie najwyraźniej jeszcze się nie obudziło, w samych bokserkach próbowałem jakoś dotrzeć do drzwi. W momencie, kiedy je otworzyłem najwyraźniej mój wyraz twarzy mówił wszystko za siebie. Pani, która chciała się zapytać czy wymienić ręczniki w łazience nawet nie wykrztusiła ani jednego słowa tylko sparaliżowana odwróciła się i poszła do innego pokoju. Jestem sobie sam winien, ponieważ zamiast wywiesić plakietkę na drzwiach „nie przeszkadzać” wolałem delektować się świeżym zapachem pościeli jednocześnie wtapiając się w arcywygodną poduszkę. Za to właśnie uwielbiam hotele. Wracając do rzeczywistości musiałem podjąć zdecydowane kroki, ponieważ moje centrum dowodzenia domagało się wyrazistego zapachu porannej kawy. Szybki prysznic. Włożyłem moją ulubiona pomarszczoną białą koszulkę, spodnie jeansowe z czerwonym paskiem na nogawkach, czarne wysokie buty, podwinąłem nogawki i narzuciłem na siebie orzechowo beżowy płaszcz.

Z mocnego snu wybija mnie przenikliwy dźwięk budzika. Jest siódma rano. Chyba się wyspałam. Nie wiem czy jest to efekt wczorajszego seansu w saunie czy nad wyraz wygodnego łóżka i przyjemnie pachnącej pościeli. Czas wstawać. Konferencja za dwie godziny, a ja jeszcze muszę zrobić się na bóstwo. Szybki prysznic, makijaż, modna obcisła, ołówkowa spódnica. Elegancka, biała dopasowana koszula z rozpiętym górnym guzikiem …  nie … dwoma górnymi guzikami.  Gdzie są moje Chanel? Nie rozstaje się z tym perfumami na krok. Przynoszą mi zawsze szczęście. Na dzisiejszej konferencji będzie mi ono potrzebne -pomyślałam, całkowicie nie spodziewając się co jeszcze może dzisiaj mnie spotkać. Macbook jest, dokumenty są, idę coś zjeść. Nie wiem, czy cokolwiek przełknę, ale pyszna kawa jest mi potrzebna teraz jak nigdy. Weszłam do eleganckiej restauracji, wszystko pachniało i wyglądało pięknie, ale ja marzyłam tylko o esencjonalnym naparze, czyli dużym cappuccino ze spienionym mlekiem. Odebrałam swoją kawę, usiadłam przy dużym oknie mając nadzieję, że ruch uliczny i panujące w godzinach szczytu zamieszanie odwróci moją uwagę od stresu i nerwów, które towarzyszyły mi przed dzisiejszym wydarzeniem naukowym.

Schodząc do restauracji układałem sobie plan działania na cały dzień. Zamyślony w trakcie układania poszczególnych elementów harmonogramu wszedłem do restauracji. Podświadomość kierowała mnie po zapachu do miejsca, gdzie w końcu zatopię usta w pysznej piance od cappuccino. Trzymając kawę w ręku jednocześnie kierowałem mój wzrok prześwietlając sale w poszukiwaniach miejsca, gdzie mogę usiąść. Po paru sekundach w końcu udało mi się znaleźć miejsce. Ku mojemu zdziwieniu naprzeciwko mojego stolika siedziała kobieta, którą znałem tylko z widzenia.

Nagle mój wzrok ściągnął zupełnie ktoś inny. Do sali restauracyjnej wszedł wysoki mężczyzna, w nieco wymiętej białej koszuli i bardzo modnych jeansach.  Skąd ja go znam? Niezdarnie ułożona fryzura nie odbierała mu uroku, a pewny męski chód, mimo lekkiej dezorientacji wśród dziesiątek śniadaniowych przysmaków, dodawał mu uroku albo może trafniej – szarmanckości.  Tysiąc myśli przebiegało mi przez głowę, ale żadna z nich nie wydawała się trafna. Ehh… pewnie z moich fantazji -pomyślałam – śmiejąc się do siebie w duchu. Niespodziewanie przysiadł się do stolika stojącego na przeciw mojego.

Nie mogłem oderwać od niej wzorku. Jej widok przypominał pejzaż z zachodzącym słońcem, jej obraz był jakby malowany pędzlem maczanym w tych ciepłych, gorących nawet barwach. Złote wijące się, lśniące włosy do ramion, mądrze patrzące oczy koloru zielonego, lekko uchylone pełne namiętności usta, karnacja przypominająca w kolorze i gładkości owoc brzoskwini. Cała twarz w czarującym, zagadkowym uśmiechu ozdobionym porannymi promykami słońca onieśmielała mnie do tego stopnia, że nie mogłem przełknąć śliny. Spotkaliśmy się spojrzeniem i przez chwile myślałem ze w restauracji jesteśmy tylko my.

No to teraz już powtórzyłam materiał na konferencję – pomyślałam, choć szczerze mówiąc wcale nie byłam zawiedziona. Raczej zdezorientowana. Na pięknym białym obrusie postawił również kawę, chyba też cappuccino. Nasz wzrok spotkał się po minucie. Jego przeszywające spojrzenie sprawiło, że nagle zrobiło mi się zupełnie gorąco, chociaż klimatyzacja działała na full. Czy on patrzył na mnie? Czy chciał tylko zobaczyć co dzieje się za dużym oknem, przy którym akurat siedziałam?  Nie byłam pewna, ale wiem jedno – robiło mi się coraz bardziej gorąco. Nagle wstał. Pomyślałam, że przynajmniej skupię się teraz na dokumentach, jak sobie pójdzie, które powinnam przecież przejrzeć.

Nie wiem co się stało, ale w pewnym momencie poczułem ze muszę podejść do niej. Wstałem, wziąłem kawę i bardzo powolnym, ale pewnym krokiem podszedłem do jej stolika, zacząłem już siadać jednocześnie pytając – Cześć. Mogę się przysiąść?

Usiadł przy moim stole, jakbyśmy się znali od lat i grzecznie zapytał czy nie mam nic przeciwko.  „Nieeee …. ” wydukałam – „oczywiście, że nie, bardzo proszę”. Teraz, patrząc przez moment na Niego z bliska przypomniałam sobie skąd go znam. Odetchnęłam z ulgą. To wczoraj, w późnych godzinach wieczornych, tak naprawdę było chyba po dwudziestej drugiej, pływał w basenie robiąc długość za długością. Po dziesięciu razach przestałam liczyć. Poszłam do Sauny. Przeszło mi przez myśl, że może się tam spotkamy, strefa bez tekstylna zawsze działa na mnie pobudzająco. Niestety. Nie zjawił się. Te kilka chwil przy porannej kawie wydawało się być wiecznością. Być może dlatego, że rozmowa się nie kleiła totalnie.

Kiedy usiadłem naprzeciwko nie mogłem oderwać od niej oczu. W jej spojrzeniu było coś magicznego co unosiło mnie ponad ziemie, czułem ciarki na całym ciele, ręce zaczęły mi lekko drgać, a ciało osiągnęło niebezpiecznie wysoką temperaturę. Wykorzystałem całą swoją samokontrolę, żeby nie pokazać jej, że mam ochotę się z nią ostro pieprzyć, że przez chwilę będzie tylko moja i jeśli zechcę to zrobię z nią wszystko. Po kilku następnych sekundach napięcie jakie się wytworzyło między nami dało się wyczuć na kilometr. Bezskuteczna próba rozmowy na błahe tematy była tylko pudrowaniem ogromnego napięcia jakie się między nami wytworzyło. Jej wzrok mówił – zrób coś, bo mam na Ciebie ochotę.

Czy stać mnie tylko na wymianę zdań dotyczących pogody i miejskich porannych korków? Opanuj się kobieto, co się z tobą dzieje? Gdzie Twoja błyskotliwość, elokwencja? Jedno spojrzenie całkiem obcego mężczyzny, spowodowało, że przez moje ciało przeszedł paraliżujący dreszcz, niszczący połączenia pomiędzy receptorami mięśni, synapsami, aksonami neuronów, neurotransmitery uległy degradacji nie przewodząc do mózgu żadnej błyskotliwej anegdoty, mądrości. Mało tego, miałam wrażenie, że mięśnie ruchowe gałki ocznej też uległy porażeniu powodując, że moje oczy utknęły w jednym punkcie. Jednym, ale za to jakim. Był wysoki, szarmancki w zachowaniu, pamiętam, jak wychodził z basenu, aby napić się wody zanim znów zacznie ten swój maraton od brzegu do brzegu.  Po jego smukłym, ozdobionym tatuażami ciele ociekała woda, krople wędrowały jak po wydmach opływając jego mięśnie. Pragnęłam go dotknąć, każdy centymetr zbadać moimi opuszkami palców. Siedziałam wtedy w saunie, okryta jedynie bawełnianym ręcznikiem, mimo temperatury około stu stopni, moje sutki stwardniały jak na mrozie a ciało przeszedł dreszcz podniecenia.

Nie zastanawiając się długo czy mi wypada czy może dostanę w twarz, wstałem i poprosiłem, aby ze mną poszła na chwile do pokoju. Nie wydała ani jednego słowa.

Niby go słuchałam kończąc kawę, niby coś odpowiadałam, ale moje myśli krążyły tylko nad wspomnieniem wczorajszego wieczoru i poczuciu, że sex z nim byłby nieziemski. Nagle mózg zaczął wracać do stanu nazwijmy to trzeźwego i na szybkie pytanie, a raczej stwierdzenie: chodźmy do mojego pokoju – ruszyła cała lawina reakcji.  Receptory słuchowe w ślimaku ucha wewnętrznego wytworzyły impuls elektryczny, który w korze szarej obydwu półkul został przetłumaczony na jasny komunikat: wstajemy. Neurony eferentne wysłały sygnały do mięśni poprzecznie prążkowanych w rękach i nogach powodując zbliżenie prążków aktyny i miozyny, a więc skurcz sarkomeru. Nogi się wyprostowały, a ręce odepchnęły ciało od stołu. Mięsień gładki serca też dostał zastrzyk adrenaliny z kory nadnerczy i zaczął bić szybciej, pompując krew mocniej i gwałtowniej. Dopięłam ostatni łyk kawy i udałam się z Nim w stronę wind.

Moment, w którym staliśmy i czekaliśmy na magiczny dźwięk oznajmiający, że winda już na nas czeka był nie do wytrzymania. Byłem tak podniecony, że jeszcze kilka sekund, a eksplodowałbym jak wulkan. W końcu weszliśmy do windy. Z chwila, kiedy drzwi się zamknęły mój świat wywrócił się do góry nogami.

Weszłam do środka i powoli odwróciłam się w stronę mojego towarzysza. Nie zdążyłam nawet spojrzeć, a jego wilgotne, ciepłe usta dotknęły moich. Mocna, męska dłoń przyciągnęła jego twarz do mojej. Uścisk był stanowczy, a za razem delikatny, wyważony. Usta pieściły moje w sposób wysublimowany, ale namiętny, bardzo namiętny. Nie zdążyłam się nimi nacieszyć, a one ruszyły w stronę mojej szyi. Przyszło mi do głowy poranne poszukiwanie perfum. Moje Chanel, tak wam dziękuje, wiedziałam, że przyniesienie mi szczęście.

Jej namiętne usta pochłaniany mnie z każda sekunda. Przez chwile walczyliśmy ze sobą, aby po paru sekundach odnaleźć nasz rytm namiętności i ekstazy. Całując ją po szyi delektowałem się smakiem, a zapach włosów przypominał mi aromat świeżo zerwanych pomarańczy. Czułem wyraźnie płytki oddech. Czułem unoszące się podniecenie. Delikatnie moja dłoń z włosów powędrowała na jędrne okrągłe pośladki. Poczułem, że jej ciało coraz bardziej reaguje na mój dotyk. Nieśmiało włożyłem rękę pod spódniczkę, a dokładniej w majtki. Po chwili jeszcze dalej. Była tak podniecona, że jedyne co potrafiła wyszeptać mi do ucha to „zerżnij mnie”.

Jego męska dłoń podniosła moja spódnice. Tak! Chcę tego!  Jego śmiała, bezwstydna dłoń dociera do moich koronkowych majtek. W tym momencie po raz kolejny moja babska, zagmatwana osobowość przypomniała mi scenę z filmu Bridget Jones, kiedy to w samym środku namiętnej gry wstępnej, napalony samiec dociera do punktu zero, totalnego zero, odkrywając zamiast koronkowych majtek – zbroję pancerną. Ehhh, niby bieliznę modelującą, do której zdjęcia potrzeba co najmniej dwóch dorosłych facetów, gdyż siła rozprężająca tłuszcz i cellulit tak łatwo nie odpuści. Jak dobrze, że mam kartę stałego klienta w Agent Prococateur.  Poczułam ulgę. Delikatny uśmiech zdjął mi z twarzy dotyk, jego dotyk, czułam go we mnie.  O  M  ó  j   B  o  ż  e.  Chce go we mnie. Udało mi się tylko wyszeptać- zerżnij mnie.  Szczerze mówiąc, nie wiem skąd wzięłam takie słowa. Filmów pornograficznych nie oglądam, bo uważam, że niszczą wyobraźnię, nigdy nie przepadałam za ostrym bzykaniem, a przyjemniej nie emanowałam tym na dzień dobry. Nieważne. Chyba mnie usłyszał, chyba zadziałało…

Nie wiem jak i nie wiem, kiedy, ale w mgnieniu oka znaleźliśmy się w moim pokoju. Namiętne pocałunki zdominowały nasze zbliżenie. W pewnym momencie wyszeptałem jej do ucha – klęknij.

Zażądał abym klęknęła. Klękając zdjęłam wcześniej rozpiętą koszulę. Zostałam w czarnym koronkowym staniku. Lubię te kontrasty. Czarny stanik, biała koszula, dodaje mi to kobiecości. Rozpięłam jego spodnie, zsunęłam bokserki. Moje wczorajsze pragnienie, fantazja się urzeczywistniła. Wiedziałam czego on chce i czego ja chcę. Z niewymuszoną satysfakcja zaczęłam delikatnie go pieścić. Czułam, że chce więcej, mocniej, głębiej. Ja też tego chciałam.  Moje podniecenie sięgało zenitu, kręciło mi się w głowie. Dłonią przyciskał moja głowę do swojego ciała, powodował, że chwilowo brakło mi tchu z powodu obturacji dróg oddechowych. Regularne głębokie ruchy sprawiały, że moje usta i ciepłe wnętrze jamy ustnej wypełniało się coraz większym podnieceniem.

Robiła to tak dobrze jakbyśmy znali się co najmniej kilka lat. Kiedy chciałem, aby włożyła go głębiej -robiła to. Kiedy chciałem, aby dała mi buziaka w usta w trakcie, sama wstawała i mnie namiętnie całowała. Zastanawiałem się czy ja to wszystko mówię w głos, czy ona faktycznie ma jakieś nadprzyrodzone zdolności. Wziąłem ją za ramiona podnosząc do góry, odwróciłem o sto osiemdziesiąt stopni i sam klęknąłem. Zdjąłem jej spódniczkę i zobaczyłem idealnie leżące piękne czarne koronkowe majteczki odkrywające pośladki. Bardzo powoli, centymetr po centymetrze zacząłem odsłaniać jej podniecenie. Nie chciałem tego zrobić od razu, bo byłoby to zbyt proste, zbyt banalne. Będąc w połowie nie dało się nie zauważył dreszczy na pupie i reszcie ciała. Delikatnie zacząłem muskać ustami po pośladkach krążąc wokół pupy wywołując w niej jeszcze większe zniecierpliwienie. Już sam ze sobą nie mogłem wytrzymać. Zacząłem ją pieścić języczkiem. Starałem się robić to w rytm ruchów jej ciała, tak aby czuła jeszcze większa satysfakcję i podniecenie. Pieściłem ją w każdym centymetrze jej przyjemności, wkładałem języczek głębiej używając czasami ząbków do gryzienia. Pieściłem jej pupę i pośladki. Nie wytrzymała – krzyknęła – „wejdź we mnie”.

Niespodziewanym szybkim ruchem obrócił mnie o sto osiemdziesiąt stopni. Oparłam się o ścianę, a on zaczął zdejmować moja spódnice, zsuwać majtki delektując się widokiem. Dotykał je, całował, zsunął moje koronkowe majtki, chwile nieruchomo zastygł jak przed obrazem w galerii sztuki. Z delikatnością przypominająca dotyk jedwabiu, zaczął mnie pieścić. To było niewiarygodne jak tak delikatne ruchy mogły sprawiać aż taką przyjemność. Powolne, ale nasycone pewnością, stanowcze, aczkolwiek wysublimowane, dokładne i tak bardzo podniecające. Słowa same cisnęły mi się do ust i nie wiem, czy zadziałała tu adrenalina, dopamina czy serotonina, ale skurcz mięśni krtani, wywołał wypływ trzech słów- wejdź we mnie.  Usłyszał. Rzucił mnie na łóżko.

Pełen zachwytu szepnąłem jej do ucha- trzymaj się mocno, to chwile potrwa. Chwyciłem ją za biodra i ustawiłem się, a ona zacisnęła w dłoniach pościel w oczekiwaniu na mój ruch. Bardzo powoli wszedłem w nią, jednocześnie ciągnąc za włosy. Powoli wchodziłem mocniej, uderzając jedna ręką w jej seksowne pośladki, drugą ręką chwyciłem mocno za szyję tak aby poczuła moja władczość. Było nam ze sobą bardzo dobrze. Pozwolimy naszym pragnieniom grać pierwsze skrzypce. Po kilka minutach odwróciłem ją do siebie, zacząłem całować uda, brzuszek, jednocześnie dotykają jej idealnych krągłych piersi. Wspinałem się centymetr po centymetrze do góry, aby spędzić chwile czasu na pieszczeniu jej piersi. Delikatnie gryzłem jej sutki, patrząc na jej reakcje.

Ruchy były mocne, takie jak potrzebowałam. Zrozumiałam kto tu rządzi. Nie bałam się, pragnęłam więcej. Czułam niedosyt, chciałam więcej.  Otworzyłam usta, aby wyszeptać mu swoje pragnienia, a on w tym momencie wypełnił mnie długimi palcami swojej męskiej dłoni. Zakręciło mi się w głowie.  Zaburzenie w okolicy pola Brodmana w korze mózgu doprowadziło mnie do odczucia, które niedbale nazywamy orgazmem. To było coś więcej. Fala, a raczej tsunami odczuć, wrażeń, od skurczy, przez fale pulsowania, po zawroty głowy i odczucia nieważkości. Nie błahe „doszłam”, lecz „wystrzeliłam w kosmos” lub „odleciałam z prędkością światła”. Kim On jest? Dlaczego staną na mojej drodze? Dlaczego jest tu teraz ze mną? Potrzebowałam go więcej, intensywniej, chciałam go poczuć. Zmysłem smaku, zmysłem tak zapomnianym, a tak erogennym.

W pewnym momencie usłyszałem ze chce mnie poczuć w ustach. Wspiąłem się jeszcze wyżej na wysokość jej twarzy, a ona patrząc mi prosto w oczy powiedziała „tylko skończ mi na buzi”. Zaczęła mi robić dobrze w taki sposób, że całe ciało miałem sparaliżowane, nie mogłem zebrać myśli. Dławiła się, oblizywała swoje usta, a ja nie mogłem się powstrzymać, aby nie skraść jej namiętnego buziaka.

Chciałam go mocniej. Czułam, że jest blisko swojego kosmosu.  Lekko rozchyliłam nienasycone usta i dostałam nagrodę. Obfitą o lekko słodkim smaku. Cieszyłam się nią, delektowałam jeszcze przez parę minut.

Po wszystkim dostałem jeszcze jednego buziaka. Jej świadomość nie pozwoliła od razu wstawać z łóżka. Leżała uśmiechnięta, delektował się zapachem i smakiem. Przeżywała to jeszcze parę minut po zakończeniu. Leżeliśmy chwile razem w łóżku. Przytuliła się do mnie i wyszeptała – „musiałam tyle na Ciebie czekać … – ale było warto”.

Na sam koniec wymieniliśmy się imionami, bo przecież nie było wcześniej okazji. Nieśmiało zaproponowałem aby zapisała mój numer telefonu. Tak trzęsły się jej ręce, że nie mogła odblokować swojego telefonu. Po chwili napięcia podyktowałem jej magiczne dziewięć cyfr. W jakim celu?  Czas pokaże.

One thought on “…było warto

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s